Tytuł: „Architektura uczuć”
Autor: Meg Adams
Wydawnictwo: NieZwykłe
Wydano: 25.05.2019
Stron: 365
~*~*~*~
Opis wydawcy:
Kiedy
David Arnaud, światowej sławy architekt, przyjeżdża do Polski,
aby zrealizować prestiżowy projekt, nawet nie podejrzewa, że ta
wizyta na zawsze odmieni jego życie. Niezdolny do miłości i
nieskory do kompromisów mężczyzna zostaje zmuszony do współpracy
z odważną i zadziorną Oliwią. Początkowa niechęć przeradza się
w zmysłową grę o dominację, nie tylko na płaszczyźnie
zawodowej. David jednak skrywa tajemnicę, która może sprowadzić
na nich śmiertelne niebezpieczeństwo. Wplątany przez przyjaciela w
brudne porachunki, nieświadomie stawia na szali życie zarówno
swoje, jak i Oliwii.
~*~*~*~
Istnieją
książki, które łamią serce, doprowadzają do rozstroju nerwowego
i pełnego irytacji zgrzytania zębami. Takie, które w pewnej chwili
masz ochotę wyrzucić przez okno, by za moment biec i ze skruchą
zbierać je z ziemi. Taka właśnie jest „Architektura uczuć”.
Choć z uporem maniaka powtarzam, że nie lubię i nie czytam
romansów, czasem zdarza mi się zrobić wyjątek. Tutaj właściwie
nawet nie musiałam specjalnie się przekonywać: przyciągnął mnie
już sam pomysł autorki, wymieszanie elementów romansu z zagadką
kryminalną, tajemnicami z przeszłości i nutą niepewności.
Zacznijmy jednak od początku.
Akcja
powieści toczy się w Polsce, a dokładniej w Krakowie, który w
wizji pokazywanej nam przez Meg Adams właściwie ożywa, staje się
dodatkowym bohaterem tej opowieści, bez którego nic nie byłoby
takie samo. Wraz z Davidem i Oliwią poznajemy klimatyczne zakamarki
tego pięknego miasta. Widać, że autorka doskonale zna miejsce, w
którym osadziła akcję. O wiele lepiej czytać o naszym rodzimym
Krakowie, którego autentyczność wręcz wypływa z kart książki,
niż o jakimś zagranicznym, nieokreślonym miejscu, które równie
dobrze mogłoby być jakąś randomową lokalizacją.
Kolejnym,
co urzekło mnie w „Architekturze uczuć” jest główny bohater.
David Arnaud to mężczyzna pełen sprzeczności, skrywający w sobie
głębię, którą odkryć mogą tylko wybrani. Na co dzień zimny
drań, odnoszący sukcesy w świecie architektów, jak wydawać by
się mogło nieskory do miłości, skrzywdzony wydarzeniami z
przeszłości cynik. Z drugiej strony mężczyzna skłonny do
poświęceń i narażania własnego życia dla ratowania ukochanej
kobiety czy pomocy przyjacielowi. Przyjeżdża do Polski zwabiony
chęcią udziału w tworzeniu prestiżowego projektu, nie
spodziewając się, że ten wyjazd wywróci jego życie do góry
nogami. Zostaje wplątany w intrygę rodem z powieści kryminalnych.
Niektórzy mogą zarzucać, że przecież zwykły architekt to nie
żaden tajniak, jednak David ma za sobą udział w innej sprawie, co
rozbudziło w nim pewne instynkty. Nie bez znaczenia jest też jego
przyjaźń z agentem – Richem.
David
zostaje zmuszony do współpracy przy projekcie z młodą panią
architekt z Polski – Oliwią Wróblewską, która od samego
początku wydaje się do niego negatywnie nastawiona. Przy każdym
ich spotkaniu wręcz iskrzy, a ich starcia okraszone są dawką
ciętych ripost. Jak się wkrótce okazuje, Davida i Oliwię łączy
nie tylko wspólny projekt i wykonywany zawód, ale pewne
niedokończone sprawy z przeszłości.
Oliwia
jest ambitna, pyskata, pewna swojej wartości. Różni się od
zazwyczaj spotykanych na kartach romansów szarych myszek, które
muszą być ratowane przez księcia na białym koniu. Taka kreacja
sprawia, że kobieta zapada nam w pamięć i nawet po kilku
tygodniach od lektury „Architektury uczuć” pamiętam niektóre z
jej ciętych ripost. Nie jestem wobec niej bezkrytyczna, zdarzały
się sceny, w których irytowała mnie swoim niezdecydowaniem, ale
doskonale wiem, że właśnie takie są kobiety. I myślę, że gdyby
chodziło o inną powieść, nie miałabym tych negatywnych odczuć,
ale nie oszukujmy się, zbyt mocno od początku sympatyzowałam z
Davidem, więc Oliwia była na straconej pozycji.
Na
kartach powieści możemy obserwować rodzące się pomiędzy tą
dwójką uczucie. Z początku dzikie i pełne namiętności, powoli
przeradzające się w dojrzałą, gotową do wyrzeczeń miłość.
David również przechodzi przemianę: z cynicznego drania staje się
mężczyzną gotowym zrobić wszystko dla swojej kobiety. Chociaż
bardzo przypadła mi do gustu jego początkowa wersja, ten ostateczny
efekt też poruszył pewne struny w moim sercu.
Muszę
przyznać, że Meg Adams udało się to, co udaje się niewielu
autorkom: sprawiła, że przywiązałam się do bohaterów, a ich
przeżycia wzbudzały we mnie wyraziste emocje. Może nie jestem
obiektywna, może nie widzę wad Davida, ale to sztuka: pisać tak,
by czytelnik zapomniał podczas czytania o całym świecie i chłonął
toczące się wydarzenia jakby dotyczyły realnych osób.
Nie
mogę nie wspomnieć o stylu pisania autorki. Meg posiadła
umiejętność czarowania słowem, jej zdania są rozbudowane, kiedy
trzeba umieszcza w tekście barwne porównania, a czytelnik ma
wrażenie, że płynie przez kolejne strony, aż w mgnieniu oka
dociera do końca. Dodatkowym atutem jest też podzielenie powieści
na rozdziały z perspektywy Oliwii i Davida, dzięki temu możemy
lepiej poznać odczucia tej dwójki i wejść do ich głów.
Trzecioosobowa narracja nie daje nam takiej możliwości.
Komu
mogę polecić „Architekturę uczuć”? Na pewno fankom romansów,
w których erotyka jest tylko dobrze skomponowanym dodatkiem do
bardziej rozbudowanej fabuły. Nie powinny zawieść się również
osoby, które lubią książki z wątkiem kryminalnym i elementami
thrillera. Dla mnie „Architektura uczuć” była strzałem w
dziesiątkę. Idealne proporcje romansu, tajemnic z przeszłości,
dramatu i zmagań z psychopatą stworzyły powieść, do której
wrócę jeszcze nie raz. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że
to bardzo udany debiut i warto dać mu szansę.
,
by
NieGrzeczne Recenzje
Tytuł: „Mroczne szepty”
Autor: Jo MacGregor
Wydawnictwo: Kobiece
Wydano: 12.06.2019
Stron: 328
~*~*~*~
Opis wydawcy:
Pomiędzy
znieczuleniem a przebudzeniem są jeszcze mroczne szepty…
Gdy pod wpływem hipnozy pacjentka wyjawia psychoterapeutce, Megan Wright, że jest ofiarą molestowania i psychicznych tortur ze strony ginekologa, ta postanawia zbadać sprawę. Zdeterminowana, lecz zobowiązana tajemnicą lekarską, będzie musiała stawić czoła niebezpieczeństwu i podjąć walkę ze zdeprawowanym mężczyzną. Czy uda jej się położyć kres bezwzględnym praktykom i ocalić inne kobiety?
Gdy pod wpływem hipnozy pacjentka wyjawia psychoterapeutce, Megan Wright, że jest ofiarą molestowania i psychicznych tortur ze strony ginekologa, ta postanawia zbadać sprawę. Zdeterminowana, lecz zobowiązana tajemnicą lekarską, będzie musiała stawić czoła niebezpieczeństwu i podjąć walkę ze zdeprawowanym mężczyzną. Czy uda jej się położyć kres bezwzględnym praktykom i ocalić inne kobiety?
~*~*~*~
Co
skusiło mnie do sięgnięcia po powieść „Mroczne szepty”? Nie
będę chyba oryginalna stwierdzając, że i tym razem przyciągnęła
mnie okładka przypominająca rysunki wykorzystywane do testu
Rorschacha. Liczyłam na niebezpieczną podróż w głąb skażonego
złem umysłu przestępcy i na trzymające w napięciu odkrywanie
jego tożsamości i motywów. To, co otrzymałam, niestety nie do
końca spełniło moje oczekiwania.
Więź
między pacjentem, a jego lekarzem należy do jednego z najbardziej
intymnych połączeń. Tym bardziej straszna wydaje się możliwość,
że lekarz może chcieć skrzywdzić kogoś, kto powierza mu swoje
zdrowie i życie. Właśnie na tym lęku bazuje powyższa powieść
Jo MacGregor „Mroczne szepty”. Jej akcja toczy się w latach
współczesnych w RPA, gdzie nadal widoczne są ślady dawnych
podziałów.
Główną
bohaterką jest psycholożka Megan Wright, pracująca w szpitalu.
Jedna z jej klientek (jak pacjentów określa sama Megan) została
okaleczona podczas zabiegu przez pracującego w tym samym szpitalu
ginekologa. To wydarzenie wywołało u kobiety wielką traumę, z
którą próbuje sobie radzić przy pomocy psychoterapii.
Zaniepokojona swoimi odkryciami Megan zaczyna prywatne śledztwo i
wkracza na ślad zaburzonego ginekologa, który według jej ustaleń
skrzywdził wcześniej również inne kobiety. Psycholożka chcąc
uchronić przed podobnym losem kolejne, postanawia działać.
Sam
pomysł na fabułę jest ciekawy. Dodając do tego, że autorka przez
wiele lat pracowała zawodowo z ofiarami zbrodni i inspirowała się
prawdziwymi wydarzeniami, spodziewałam się thrillera medycznego na
wysokim poziomie, z rozbudowaną warstwą psychologiczną postaci,
głębokim studium przypadku. I jasne, nie zrozumcie mnie źle.
„Mroczne szepty” to nie jest zła książka. Po prostu jeśli
ktoś ma za sobą już wiele pozycji z tego gatunku, oczekuje czegoś
więcej. Pewne zwroty akcji wydają się wtedy oczywiste, a niektóre
rozwiązania zbyt łatwe. Podczas lektury powieści nie nudziłam
się, doczytałam ją z zaciekawieniem do końca, więc nie mogę
uznać tego czasu za stracony. Moim głównym zarzutem wobec autorki
jest spłycenie portretów postaci. Właściwie z nikim nie zdołałam
się utożsamić, więc wydarzenia toczące się na kartach nie
oddziaływały na moje emocje. Ale przechodząc już do samych
bohaterów.
W
sumie już dawno nie byłam tak zirytowana postępowaniem głównej
bohaterki. W swoim prywatnym śledztwie jest nieostrożna, czym
sprowadza na siebie i swoją pacjentkę zagrożenie. Porusza się
trochę niczym słoń w składzie porcelany, zadając zbyt oczywiste
pytania osobom, którym nie powinna, więc wieść o jej śledztwie
szybko dociera do zainteresowanego. Były momenty, kiedy wręcz
czekałam na to, aż powinie jej się noga. Jak na psychologa wydaje
się zbyt słabo radzić sobie z własnym życiem.
Przeciwnik
głównej bohaterki – doktor Trotteur pod wpływem traumy z
dzieciństwa wykształcił w swojej głowie pewne spaczenie: szuka
idealnej perfekcji, okalecza więc swoje pacjentki, pozbawiając je
tego, co jego zdaniem jest wadą. Jego postaci nie można polubić,
ale nie tego zazwyczaj szukam, czytając książki o psychopatach.
Interesuje mnie czytanie o procesie, który ukształtował ich
postrzeganie rzeczywistości. Trotteur początkowo wydawał się
przebiegły, kalkulował na zimno, zdawało się, że przewyższa
inteligencją wszystkich wokół, ponieważ przez lata udawało mu
się uniknąć wykrycia. I niestety na koniec ten obraz runął nieco
zbyt łatwo, kiedy popełnił motywowane emocjami błędy.
Właśnie
przez takie zachowania, czy szczęśliwe dla głównej bohaterki
zbiegi okoliczności, akcja nie nabrała wystarczającej dynamiki,
bym śledziła ją z wypiekami na twarzy. Na sam styl pisania autorki
nie mogę narzekać, ponieważ jest lekki, dzięki czemu można było
płynąć przez tekst bez większych przeszkód.
Na
koniec mogę stwierdzić, że „Mroczne szepty” to powieść,
której niestety nie udało się w pełni wykorzystać drzemiącego w
historii potencjału. Myślę, że powinna przypaść do gustu
osobom, które dopiero zaczynają przygodę z thrillerami medycznymi
lub szukają historii ze szczyptą niepokoju dla zajęcia kilku
wieczorów. Czytelnik mający za sobą wiele powieści z tego gatunku
może być nieco zawiedziony.
,
by
NieGrzeczne Recenzje
Tytuł: “Milion nowych chwil”
Autor: Katherine Center
Wydawnictwo: MUZA SA
Wydano: 17.07.2019
Stron: 416
Opis wydawcy:
~*~*~*~
NAWET JEŚLI TWOJE
ŻYCIE ROZPADNIE SIĘ NA KAWAŁKI, MOŻESZ ZACZĄĆ WSZYSTKO OD NOWA.
Opowieść o odwadze,
determinacji i miłości wywalczonej z wielkim trudem.
Młoda, piękna i zdolna
Maggie właśnie skończyła studia i ma
rozpocząć wymarzoną pracę. Do tego jest w
szczęśliwym
związku z Chipem – przystojniakiem, który
wkrótce otrzyma
licencję pilota. Są walentynki i
spodziewa się,
że podczas wycieczki
samolotem Chip jej się oświadczy.
A potem wezmą ślub i będą żyli długo i
szczęśliwie.
Jednak najpiękniejszy
dzień w jej życiu
zamienia się w
koszmar. Romantyczny lot cessną
kończy się wypadkiem, a Maggie odnosi
poważne obrażenia.
W jednej chwili traci
wszystko. W szpitalu musi zmierzyć się
z bolesną prawdą, że nic już nie będzie
takie samo jak dawniej.
Czy będzie potrafiła znaleźć nowy sposób
na życie,
a po drodze zmierzyć się z rodzinnymi
tajemnicami, uleczyć
złamane serce i zrozumieć, że miłość
można znaleźć
w najmniej oczekiwanym miejscu?
,
by
NieGrzeczne Recenzje
In
Amerykański książkę,
biseksualizm
Kontynuacja kontrowersyjnego trójkąta pt. "Amerykański książę" Sierry Simone [Lily]
Tytuł:
„Amerykański książę”
Autor:
Sierra Simone
Tłumaczenie:
Marcin Stopa
Wydawnictwo:
Kobiece
Część:
II
Ilość
stron: 424
Rok
wydania: 2019
Opis
wydawcy:
Gorąca
powieść Sierry Simone, amerykańskiej autorki bestsellerów!
Drugi
tom serii Nowy Camelot, którą czyta się z wypiekami na twarzy.
Był
synem i przyrodnim bratem. Kapitanem armii i wiceprezydentem. Nazywa
się Embry Moore i służy… przyjemnościom prezydenta Stanów
Zjednoczonych. Greer została uprowadzona. Ash chce wyruszyć w
pościg za oprawcą, jednak wszyscy zgodnie twierdzą, że prezydent
nie powinien narażać się na takie niebezpieczeństwo. Na ochotnika
zgłasza się Embry. Czy uda mu się odnaleźć Greer? Czy zdoła
zapobiec pozornie nieuniknionej tragedii?
~*~*~*~
Nadeszła
pora na drugą część historii o niezwykłym trójkącie na
szczycie władzy. Pierwszy tom zakończył się porwaniem pierwszej
damy. W kontynuacji autorka ukazuje wyprawę mającą na celu odbicie
z rąk porywaczy Greer w taki sposób, by nie narazić Ameryki na
wdanie się w wojnę.
Tym
razem dowiemy się więcej o przeszłości Embry’ego,
wiceprezydenta i kochanka prezydenckiej pary. Wspomnienia przeplatane
są bieżącymi wydarzeniami i kłopotami, jakie ma ta trójka. Nie
będzie to długi wywód, ponieważ nie chcę Wam zdradzać fabuły.
Przejdę zatem od razu do kwestii bohaterów i rozwoju ich związku.
A wierzcie mi, to, co się tu wyprawia, nie śniło się nawet
filozofom… ;)
„Nigdy
go nie zrozumiem, myślę, choćbym starała się nawet przez milion
lat.”
Najjaśniejszymi
postaciami tej części są niewątpliwie panowie, lecz… W różnych
strefach czasowych, gdyż podczas akcji ratunkowej Greer dzieją się
rzeczy, które klasyfikują się do kontaktu z psychiatrą. To nawet
nie klasyfikuje się, jako syndrom sztokholmski! Nie wiem, co
siedziało w głowie Simone przy tej części, ale chyba nic dobrego.
To, co było ciekawe i mi się podobało to retrospekcje. Tu, nie mam
się, do czego doczepić. Jest tam ukazana historia związku
Embry’ego i Ashleya, którzy poznają się będąc na akcji
wojskowej. To, jak rozwija się pomiędzy nimi uczucie oraz fakt, iż
ujawnienie ich miłości może przekreślić karierę Ashleya jest
świetnie tu nakreślone.
„Nie
byłem w stanie myśleć o niczym poza Ashem,niczego poza nim nie
widziałem oczami duszy.”
Aż
tak dobrze niestety nie prezentuje się już opowieść w
teraźniejszości. Główna bohaterka sprawiła, że nie miałam
ochoty o niej czytać, a najchętniej skierowałabym dziewczynę do
psychiatry. To, w jaki sposób się zachowuje, jak reaguje na pewne
wydarzenia, osobiście mnie przeraża i zniesmacza. Uważam, że nie
jest ona zdrowa na umyśle i naprawdę powinna poszukać pomocy
specjalisty.
Nadal
prym wśród postaci, które polubiłam wiedzie prezydent Ashley
Colchester i przyznam, że nie mogę się doczekać trzeciego tomu,
który ma traktować właśnie o nim. Bardzo chciałabym bliżej
poznać tę postać, bo wydaje mi się najciekawszą pośród
bohaterów przedstawianych przez autorkę. Świetnie został ukazany
ten rozdźwięk pomiędzy powinnością głowy państwa, a
obowiązkami względem nowej rodziny.
„To
wielka odpowiedzialność sprawować tego rodzaju władzę,
dysponować taką potęgą. Brzemię odpowiedzialności za
przywrócenie poczucia bezpieczeństwa i katharsis. Jak on to robi?
Jakim sposobem zachowuje w zakątkach umysłu zdolność do
współczucia i kontroli, kiedy oddaje się we władanie potwora
tkwiącego w jego wnętrzu?”
Ponownie
autorka skonstruowała fabułę w narracji pierwszoosobowej, a
retrospekcje świetnie uzupełniały tok aktualnych wydarzeń.
Spośród wątków, które mnie osobiście jedynie zniesmaczają,
można odnaleźć historię ludzi, którzy wielokrotnie nie trafili w
swój czas. Którzy walcząc z uczuciem pragnęli czegoś więcej dla
swoich ukochanych zapominając, że razem można więcej, niż
osobno. Ten trójkąt jest dziwny poprzez postaci, jakie w nim
uczestniczą. Przyznam, że postać Greer zaczęła mnie irytować.
Ta dziewczyna naprawdę powinna zostać skierowana do specjalisty. Ma
wyraźnie problemy, które zdaje się, że obaj panowie nieco
bagatelizują, bądź nie chcą ich widzieć, gdyż mogłoby to
zachwiać w posadach ich związek. Zachowanie Embry’ego i Ashleya
również do najzdrowszych nie należą, ale wydają się dużo
bardziej wyjaśnione czytelnikowi.
„Zawsze
miałem poczucie, że w jakimś sensie jest dla mnie stworzona.”
Przyznam,
że czekam na część trzecią tej trylogii i historię Ashleya oraz
to, w jaki sposób autorka zakończy ten niezwykły związek.
Niewątpliwie jest to ciekawa fabuła, inna na tle dotychczas przeze
mnie czytanych, lecz niepozbawiona wad. Myślę jednak, że warto się
z nią zapoznać, gdyż zawiera w sobie znacznie więcej, niż tylko
wyuzdane sceny seksu. ;)
Lily
Moja
ocena: 4,5/6
Za
niniejszy egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Kobiece.
,
by
NieGrzeczne Recenzje
Tytuł:
„Blask
nocy letniej”
Autor:
Beatrix
Gurian
Wydawnictwo:
Jaguar
Tłumaczenie:
Agata Teperek
Ilość
stron:
384
Rok
wydania: 2019
Opis
wydawcy:
Kiedy twoje sny oślepiają cię jak tysiące lśniących gwiazd…
Życie Kati nie jest już takie samo. Od czasu potwornego wypadku jej
twarz szpeci okropna blizna, a z Lukiem, swoim najlepszym
przyjacielem, nie zamieniła ani słowa. Podłamana wyjeżdża jako
au pair do Los Angeles, gdzie jej życie odmienia się w magiczny
wręcz sposób. W barze o nazwie Lived Kati znajduje nowych
przyjaciół: przebojowe rodzeństwo – Jeffa i Lucy. Nagle zdaje
się, że wszystkie jej najwspanialsze sny mają szansę się ziścić.
Jednak ten świat ociekający blichtrem kryje w sobie pewną
tajemnicę – i dopiero z pomocą Luke’a Kati odkrywa, że
naprawdę od dawna tkwi w koszmarze.
~*~*~*~
Ta książka jest utrzymana w nieco innym klimacie, niż poprzedni
tom. „Blask nocy letniej” nie jest jednak kontynuacją
„Roziskrzonych nocy” a odrębną historią, co przyznam, że mnie
zaskoczyło. Miałam nadzieję na poznanie dalszych losów bohaterów,
których zdążyłam już poznać i polubić, a zakończenie dawało
nadzieję na rozwinięcie. Ta pozycja jednak opowiada o zupełnie
innych postaciach i stwierdzam, że o ile poprzednia powieść
autorki mi się podobała, to, jeśli chodzi o drugą część, nie
za bardzo rozumiem, co autorka poprzez nią chciała czytelnikowi
przekazać. Zamysł był dobry, jednak po drodze chyba nie wszystko
się udało.
Po strasznym wypadku w jakim brała udział Kati, pozostała na jej
policzku blizna przypominająca wciąż dziewczynie o tamtym
zdarzeniu. Nie mogąc odnaleźć się w nowej rzeczywistości
wyjeżdża z Niemiec do Stanów Zjednoczonych, gdzie rozpoczyna pracę
w Los Angeles jako au pair. Jest to program w ramach którego mieszka
na co dzień z amerykańską rodziną, która ją gości, w ramach
czego zajmuje się jej dziećmi. Lucy, której pociechami Kati się
zajmuje, prosi dziewczynę by w ramach swego rodzaju „szpiegostwa
przemysłowego” ta udała się do baru o nazwie Lived i dowiedziała
się, skąd ogromna popularność tego miejsca.
Wizyta w intrygującym barze sprawia, że życie Kati ulega zmianie.
Poznaje tam specyficznych właścicieli – Jeffa i Lucy, którzy
serwują swoim klientom zindywidualizowane drinki. Zafascynowana
zarówno tym niezwykłym miejscem oraz ludźmi tam pracującymi,
czuje, że być może w końcu jej los może ulec zmianie. Czy tak
rzeczywiście się stanie?
Powieść została poprowadzona w narracji trzecioosobowej. Fabułę
widzimy oczami Kati i jej przyjaciela Luka. To, co niewątpliwie
autorce wyszło, to kreacja postaci. Każda jest nakreślona w
ciekawy sposób, a poprzez lekki styl autorki z przyjemnością
czytałam kolejne strony. Bohaterowie, zarówno ci pierwszo, jak i
drugoplanowi są niewątpliwie intrygujący, oryginalni i przede
wszystkim tajemniczy. Nic bowiem w tej powieści nie jest oczywiste.
Przyznam, że byłam rozczarowana faktem, że „Blask nocy letniej”
nie jest kontynuacją poprzedniej części. Firmowane powieści, jako
dylogia nie mają z sobą dosłownie nic wspólnego poza pięknymi,
podobnymi okładkami i autorką. Nie rozumiem więc tego zabiegu, by
twierdzić, że te książki tworzą całość, bo tak nie jest.
Liczyłam na dalsze losy bohaterów z „Roziskrzonych nocy”, czego
nie dostałam. Otrzymałam za to historię o całkiem interesujących
postaciach, jednak z nieco rozczarowującym zakończeniem. Nie rozumiem zamysłu autorki,
która po raz kolejny pozostawia czytelnika z uczuciem niedosytu.
Mimo wszystko polecam Wam obie powieści, które mam nadzieję umilą
Wam czas, tak jak mnie. ;)
Lily
Moja ocena: 4,5/6
Za niniejszy egzemplarz bardzo dziękuję Wydawnictwu Jaguar.
,
by
NieGrzeczne Recenzje
In
Diana Brzezińska,
kryminał
Przedpremierowa recenzja pierwszej części serii kryminalnej pt. "Będziesz moja" Diany Brzezińskiej [Lily]
Tytuł: „Będziesz moja”
Autor:
Diana Brzezińska
Wydawnictwo:
Otwarte
Seria:
kryminalna
Część:
1
Ilość
stron: 480
Data premiery: 18.09.2019 r.
Opis wydawcy:
Ada Czarnecka: rudowłosa
profilerka z ciętym językiem, powszechnie znana jako leń o
wyjątkowo niskiej empatii, notoryczna spóźnialska i miłośniczka
seriali true crime.
Krystian Wilk: przystojny i ambitny podkomisarz, seryjny podrywacz,
dla którego „mąż to nie przeszkoda”.
Połączyła ich praca w Komendzie Wojewódzkiej Policji w
Szczecinie, zagadkowa sprawa z Archiwum X i skomplikowana „przyjaźń”.
Szczecinem wstrząsa seria brutalnych morderstw. Sprawca upodobał
sobie młode, rudowłose kobiety i z niezwykłym okrucieństwem
urządza swoim ofiarom specyficzną uroczystość przed śmiercią.
Trzeba działać szybko. Zostaje powołany zespół śledczy, w
którego skład wchodzą Ada i Krystian. Ich znajomość się
zacieśnia. W końcu nic tak nie zbliża jak zbrodnia…
~*~*~*~
„Będziesz moja” Diany Brzezińskiej jest promowana jest, jako
kryminał. I, faktycznie w tym gatunku jest historia utrzymana, choć
jeśli chodzi o samą zagadkę kryminalną, to niestety, była dość
przewidywalna i zupełnie nie stanowiła dla mnie ani wyzwania, ani
zaskoczenia przynajmniej elementu zaskoczenia. Bardzo szybko, bowiem
czytelnik otrzymuje tyle informacji, że to, kto zabija, co się
stało z zaginionym i w jaki sposób to wszystko ze sobą się łączy,
nie jest trudne do odkrycia. Rozwiązania zagadki kryminalnej można
się błyskawicznie domyślić. Jest ona wręcz podana na literackim
talerzu, całkowicie odsłonięta, bez żadnych dodatków, które
mogłyby skrywać jakieś niespodzianki. To, co się autorce
niewątpliwie udało – to kreacja głównych bohaterów i relacja,
jaka ich połączyła. Ale, od początku. ;)
Fabuła poprowadzona została w narracji trzecioosobowej, głównie z
punktu widzenia Krystiana i Ady, przeplatana fragmentami, gdzie mamy
wgląd w poczynania mordercy oraz drugiego Wilka, mianowicie brata
bliźniaka głównego bohatera. Podkomisarza Krystiana poznajemy w
chwili, gdy ma on problemy po ostatniej policyjnej akcji, podczas
której zastrzelił człowieka. Musi dostać zatem zgodę od
psychologa na powrót do pracy. W gabinecie spotyka Adriannę, która
w kilka minut go rozgryzła, imponując mu nie tylko wyglądem, ale i
przenikliwością. Niestety, to nie inteligentna i sarkastyczna pani
doktor jest osobą, która miała z nim przeprowadzić rozmowę.
Zawiedziony Wilk, uzbrojony w odpowiedzi od wujka Googla, sprawnie
przechodzi ponownie przez tę psychologiczną męczarnię, tym razem,
już otrzymując decyzję o swojej sprawności, jako policjanta.
"- Przesłuchamy ją. (...)
- Czekaj... czy powiedziałeś "przesłuchamy"? - upewniła się, a w jej głosie pobrzmiewało niedowierzanie. - W sensie, że my dwoje? (...)
- Jesteśmy przecież zespołem, Tequila i Bonetti.
-Twój brat nas zabije, komendant nas dobije, twój przełożony wykopie dla nas dół, a mój szef grabarz nas zakopie. Tak właśnie skończy się twój doskonały plan - podsumowała."
Ada jest czarną owcą w zespole psychologów współpracujących z
Wojewódzką Komendą w Szczecinie. Panowie za dziewczyną nie
przepadają i najchętniej szybko by się jej pozbyli. Niestety dla
nich, kobieta ma zadatki na świetnego profilera, a z chwilą, gdy
udaje jej się pomóc przy głośnej sprawie, zyskuje zaufanie
prokuratora. Nic więc dziwnego, że zostaje przydzielona do jednej
ze spraw z Archiwum X, którą ma się zająć Krystian. Co prawda,
podkomisarz dostaje polecenie, by przesłuchać świadka i zamknąć
raz na zawsze sprawę zaginięcia pewnego mężczyzny, ale dociekliwy
Wilk już zwęszył, że coś tu jest nie tak i warto się przyjrzeć
bliżej zniknięciu sprzed lat.
Pomiędzy dwójką bohaterów zawiązuje się specyficzna przyjaźń
podbudowana wspólną pracą, najpierw nad sprawą zaginięcia,
następnie seryjnego mordercy. Należy przy tym zaznaczyć, że Ada
ma męża. Podobało mi się to, że pomimo wyraźnego przyciągania
pomiędzy głównymi bohaterami, nie zostało to potraktowane w
sposób infantylny. Kobieta jest mężatką, wierną i pragnącą
ratować związek, w którym wyraźnie coś przestało grać. Jej mąż
to odrębna para kaloszy w tej książce. To człowiek, który ma tak
archaiczny pogląd na to, w jaki sposób powinna postępować żona,
że aż mnie krew zalewała, gdy to czytałam. Serio, miałam ochotę
wejść do tej powieści i trzepnąć gościa w twarz, ale tak, by mu
pozostał ślad do końca jego marnego, seksistowskiego żywota.
Pomińmy zatem tego typka, gdyż nadal mam mordercze zapędy względem
niego i przejdźmy do tego, o czym czytałam z przyjemnością.
"Łzy same zaczęły lecieć. Nie potrafiła ich powstrzymać. Powinna już uodpornić się na takie sytuacje, bo powtarzały się coraz częściej, ale nie umiała. Sprawiały jej tak wielką przykrość, zwłaszcza że widziała z tego tylko dwa wyjścia: rozstanie albo dostosowanie się do wyobrażeń swojego męża, ale chwilowo nie była gotowa na żadne z nich, trwała więc w tym niewygodnym zawieszeniu."
Wykreowanie relacji pomiędzy Krystianem a Adą jest bardzo dobre,
moim zdaniem. Ich słowne potyczki, to jak ze sobą współpracują,
jak pomiędzy nimi iskrzy, są po prostu fantastyczne. Jeżeli jednak
liczycie na to, że to przykrywka dla erotyku i będziecie
„rozkoszować” się scenami rodem z… erotyku, to się
przeliczycie. Tu, bohaterka nie wskakuje do łóżka przystojniakowi,
gdy tylko się nad nią pochyli i powie, jak jest seksowna i że
chętnie by ją przeleciał. Krystian, owszem, nie ukrywa, że
pragnie Ady i chciałby z nią poszaleć w pościeli, albo w innym
dogodnym miejscu, ale… Kiedy kobieta mówi mu otwarcie, że nie
zdradzi męża, on to szanuje, co jest dla niego swego rodzaju novum.
Ada zrobiła na nim niemałe wrażenie już na początku książki.
Pomiędzy tą dwójką bohaterów nie tylko czuć napięcie
seksualne, bo czuć, ale autorka wykreowała nam postaci, które po
prostu do siebie pasują, poznają siebie nawzajem, starają się
sobie pomagać widząc, że ta druga strona boryka się z jakimiś
wewnętrznymi rozterkami i problemami. Ich służbowa relacja w
sposób bardzo płynny przechodzi w przyjaźń. Wzmianki dotyczące
wspólnego bytowania w sypialnianej scenerii przybiera natomiast
formę ich wspólnego żartu, który co jakiś czas się w fabule
pojawia.
"Czuł,
że się bardzo spięła, bo poważnie naruszył jej
przestrzeń osobistą. Będąc jednak tak blisko, nie mógł się
powstrzymać. Pocałował ją, powoli napierając na jej usta, ona
odpowiedziała z opóźnieniem, z wahaniem, jakby nie była pewna
tego, co robi."
Kiedy więc okazuje się, że mają poprowadzić wspólnie nie tylko
starą sprawę, ale i pomóc w znalezieniu seryjnego mordercy
grasującego w Szczecinie, potrafią połączyć swoje umiejętności
oraz chęć uratowania potencjalnych ofiar, tworząc zgrany zespół
partnerów. Ich relacja rozwija się stopniowo, co jest kolejnym
plusem tej książki. Dzięki temu, czytelnik ma szansę ich poznać
i przede wszystkim uwierzyć w to uczucie, które w nich mimowolnie
kiełkuje.
Kolejnym pozytywem są dialogi, które oczywiście w sposób
nierozerwalny łączą się z tym, w jaki sposób Brzezińska
stworzyła postaci w swojej powieści. Tutaj nie ma zbędnych
bohaterów. Każdy ma jakiś wpływ na fabułę oraz na główne
kreacje. Potyczki słowne Ady i Krystiana są po prostu świetne.
Ubawiłam się przy nich niesamowicie, tak samo jak przy interakcjach
tej dwójki z ich pracodawcami, czy rodziną i przyjaciółmi. Tu
wszystko zagrało bardzo dobrze. Co zatem nie wyszło? O tym także
wspomniałam na samym początku i jest to kwestia tego – kto
zabił?, kto zniknął?, i o co tu właściwie chodzi? :P
Jeżeli więc weźmiemy pod lupę zagadkę kryminalną, to niestety
skomplikowana nie jest nawet troszeczkę. Myślę, że fani
kryminałów mogą być zawiedzeni, gdyż naprawdę nie jest trudno
domyślić się, kto zabijał. Tak samo, jeśli chodzi o motywacje
mordercy, które również nietrudno odkryć po kilku fragmentach,
które otrzymujemy z punktu widzenia zbrodniarza. Osobiście liczę
na to, że druga część, pod kątem kryminalnego wątku będzie
lepiej napisana. Jeśli zaś chodzi o relacje pomiędzy postaciami
to, mam nadzieję, będzie tylko jeszcze lepiej. :D Bohaterowie nie
są jedno jednowymiarowi, mają swoje problemy z którymi usiłują
sobie poradzić, a poszczególne wątki ładnie się ze sobą łączą
w spójną całość. Od samego początku postaci da się polubić i
osobiście im kibicowałam w ich działaniach.
"- Co ty robisz? - wykrzyknęła Ada, odpychając go od siebie. - Zwariowałeś?
Ściągnęła słuchawki i wcisnęła pauzę.
- Co robię? Na pewno nie oglądam seriali w czasie pracy - odparł. - W tak ostentacyjny sposób to nawet ja się nie obijam, a uwierz mi, w tej materii potrafię naprawdę wiele."
Podsumowując już ten mój przydługi wywód (przyznaję, że pisany
w nocy :P), polecam Wam tę książkę z uwagi na bohaterów. Jeżeli
natomiast oczekujecie tajemniczego mordercy i poszukiwania odpowiedzi
na pytanie – kto właściwie zabija – tu możecie poczuć, jak
ja, niedosyt. Nie nastawiając się zatem, że będzie to wybitny
kryminał, a raczej obyczajowa powieść z nutką thrillera wstęp do
romansu, to uśmiechniecie się pod koniec z zadowoleniem czekając
na kolejną część, która pojawi się już niebawem. :D
Mi się książka podobała i czekam na więcej. ;) A Wy, dajcie w
komentarzach znać, czy macie tę serię w planach. A może jesteście
już po przedpremierowej lekturze i chcielibyście podzielić się z
nami swoimi odczuciami? To także zapraszamy do komentowania. :)
Moja ocena: 5/6
Nocna Lily :P
Za możliwość przeczytania niniejszej książki dziękuję
Wydawnictwu Otwarte.
,
by
NieGrzeczne Recenzje
In
Aleksandra Rumin,
Irlandia
Cięta satyra na Polaków za granicą w "Zbrodni po irlandzku" Aleksandra Rumin [Lily]
Tytuł: „Zbrodnia po irlandzku”
Autor:
Aleksandra Rumin
Wydawnictwo:
Initium
Ilość stron:
304
Rok wydania: 2019
Opis wydawcy:
Egzotyczne
wycieczki to niebezpieczne hobby. Co roku kilkuset spragnionych
wrażeń Polaków ginie podczas wakacyjnych wojaży. Dlatego nikogo
nie dziwi, że nieszczęścia dotykają również uczestników
wyprawy do Irlandii z biurem podróży „Hej Wakacje”. Nikogo poza
pilotem wycieczki, którego męczy przeczucie, że coś tu nie gra.
Tomasz Waciak nie ma jednak czasu na dochodzenia, bo musi się użerać
z irlandzką pogodą, roszczeniową starszą panią, ciągłymi
zmianami programu, zatruciami pokarmowymi i nieprzepartą ochotą,
żeby strzelić sobie drinka. Albo trzy.
Druga
powieść Aleksandry Rumin to cięta satyra na Polaków za granicą,
pełna obyczajowych obserwacji, wyrazistych postaci i
najdziwniejszych perypetii. No i zbrodni, rzecz jasna.
~*~*~*~
To
już druga komedia kryminalna Aleksandry Rumin, jaką miałam
przyjemność przeczytać. Niezmiennie autorka mnie zaskakuje tym,
jak trafnie potrafi ująć wady naszego narodu. Świetna satyra,
którą warto przeczytać. ;) Kryminał i komedia w jednym to
zazwyczaj ciekawe zestawienie, po które ostatnio coraz częściej
sięgam.
„Tomek
jęknął i przez chwilę rozważał zalanie się łzami tudzież
wyznanie całej prawdy na temat rzekomej abstynencji, ale jeden rzut
oka na zaciętą twarz Rudolfa wystarczył, żeby porzucił wszelką
nadzieję.
Nie
miał innego wyjścia – musiał polecieć do tej cholernej
Irlandii.”
Tym
razem, autorka przenosi swoich bohaterów do Irlandii. W ramach
konkursu organizowanego przez biuro podróży „Hej Wakacje”
kilkoro szczęśliwców wygrywa wycieczkę o pięknej nazwie
„Szmaragdowa przygoda”. Wszystko na razie pięknie, prawda? Ale,
co jeśli grupa zwycięzców to bardzo specyficzne osoby? A jeśli
jedna z nich to morderca? Zaciekawieni? :D
Fabuła
została poprowadzona w narracji trzecioosobowej, z punktu widzenia
pilota wycieczki – Tomka. Nasz bohater ma problemy z alkoholem, w
dodatku, podczas jego wypraw już kilkukrotnie w wyniku
nieszczęśliwych wypadków ginęli w różnych sytuacjach turyści.
Tym razem jednak wydaje się, że to wcale nie wypadki, a jednak… z
dnia na dzień z ośmioosobowej grupy, traci kolejną osobę. I cóż
poradzić? Może książka o jakże znaczącym tytule „Zbrodnia po
irlandzku”, którą czyta podczas podróży, da Tomaszowi jakieś
odpowiedzi, gdyż autor tejże, jakby przewidywał kolejne zdarzenia
opisuje jak giną turyści podczas wycieczki do Irlandii.
Kolejne
perturbacje, problemy z hotelami w jakich się grupa zatrzymuje, czy
też napiętym planem wycieczki co i rusz naruszanym przez deszczową
pogodę daje nam świetną historię, podczas której uśmiech nie
schodził mi z ust. To naprawdę dobra komedia kryminalna ukazująca
Polaków na wakacjach w krzywym zwierciadle. Nie wiem, co prawda, czy
zdarzyło się kiedyś polskim turystom doprowadzić do zburzenia
zabytku, który stał niewzruszenie przez wieki, ale zapewne innych
czynów niejednokrotnie nasi rodacy się dopuścili i choć nie
napawa mnie to radością, to jednak w tym wypadku, pozostało tylko
się zaśmiać.
„– Tomek,
mamy problem – wyszeptał kierowca. – Właśnie dostałem
powiadomienie w telefonie. Spora część Temple Bar jest odcięta
przez policję.
– Atak
terrorystyczny?
– Nie,
stary, jaki tam atak. Normalny wieczór w Dublinie. Nasz rodak schlał
się jak świnia i zaczął atakować przechodniów, którzy jego
zdaniem wyglądali na nielegalnych emigrantów roznoszących
pasożyty. Polonijny serwis donosi, że krzyczał: „Irlandia dla
Polaków!” – zaśmiał się Alan.”
Na
uwagę zasługują nie tylko same wydarzenia, czy malownicze
otoczenie nakreślone przez autorkę, ale i sami bohaterowie. Są
wyraziści, choć w niektórych momentach przerysowani. Jednak ich
sposób bycia, zachowanie, przemyślenia naprawdę oddają polską
naturę. :P Każda z postaci jest odmienna. Jednak tuż obok głównego
bohatera, najbardziej zapadła mi w pamięć zubożała staruszka
zwana Baronową Raszplą. To, jak cwana jest ta kobieta, czasem mnie
wręcz przerażało. :P
To,
co uwielbiam w książkach Aleksandry Rumin, to zagadka kryminalna,
która jest skonstruowana w taki sposób, że naprawdę mam problemy
z odczytaniem tego, kto zabił. Wspaniale wykreowani bohaterowie i
doskonale opisane otoczenie to kolejne plusy powieści tej autorki.
Jeżeli do tego dodacie specyficzny humor i z dystansem podejdziecie
do tego, w jaki sposób nakreśla nas samych, myślę, że będziecie
tą lekturą równie zachwyceni, co ja. Polecam Wam z całego
zaczytanego serducha. ;)
Moja
ocena: 6/6
Lily
Za
egzemplarz bardzo dziękuję Wydawnictwu Initium.
,
by
NieGrzeczne Recenzje
Dołącz do nas na Facebooku!
Etykiety
Meg
wydawnictwo kobiece
Wydawnictwo NieZwykłe
Sil
erotyk
kobiece
Kocyk
Wydawnictwo Novae Res
kobiety to czytają
kryminał
Ailes
przyjaźń
Er
akcja
przedpremierowo
książka
niegrzeczne
dla nastolatków
SQN
dark
Ulubione
przemoc
sensacja
Booklover
Eres
Niegrzeczna
Sam
Videograf
Wydawnictwo Videograf
film
humor
niebezpieczeństwo
recenzje
zombie apokalipsa
Katy Regnery
Współczesne Baśnie
adrenalina
choroba
filmy
kalendarz
taniec
wydawnictwo Lira
wywiad
Adrian Bednarek
Ailes Award
Ailes Award Red
Bang
Benny
BlackSails
Dolnośląskie
Domniemanie niewinności
F1
Jeden dzień
Karolina Kowalska
Katarzyna Krzan
Kiedy znów się spotkamy
Marek Stelar
Prawo miłości
Przegląd Końca Świata: COUNTDOWN
Przegląd Końca Świata: DEADLINE
Przegląd Końca Świata: FEED
Przegląd końca świata
Recenzja serial
Rykoszet
Samantha Towles
Sarai
Skazany na zło
Starz
Weronika Kulesza
Wydarzenie
Wywiad. Adrian Bednarek
bolid
co tak krótko
dla kobiet
gościnnie
kierowca
kinematografia
kino
konkurs
konkurs literacki
kostiumowy
kryminalistyka
kryminał na wesoło
mechanik
powitanie
powrót
pożądanie
przygodowy
psiesmaki
recenzja książki Joanny Svensson
samochód
serial
seriale
tajemnicza śmierć Marianny Biel
the kissing booth
wydawnictwo
wydawnictwo Świat Książki