Wywiad z NieZwykłą kobietą – redaktorką i założycielką wydawnictwa NieZwykłe – Barbarą Marszałek [Meg]
czerwca 30, 2018Jeżeli regularnie zaglądacie na naszego bloga lub fanpage’a, to wiecie, że najczęściej ostatnio czytam książki wydawane przez jedno z nowszych polskich wydawnictw, a mianowicie Wydawnictwo NieZwykłe. Nie będę ukrywać, że na niektóre z powieści czekałam od dobrych kilku lat, tracąc wiarę, że kiedykolwiek pojawią się na polskim rynku. I oto stał się cud. Zabić Sarai, Skradzione Laleczki, Bang (a w przyszłości i takie perełki jak Raw), zagościły na mojej półce i umiliły mi niejedno popołudnie, przypominając, dlaczego tak bardzo kiedyś zakochałam się w tych mrocznych i mocnych książkach, gdy pochłaniałam je w oryginale. A ponieważ bywam ciekawska, chciałam się dowiedzieć, kto jest odpowiedzialny za wszystkie te wspaniałe pozycje i jak wygląda praca wydawnictwa „od kuchni”. Dlatego dzisiaj przedstawiam Wam założycielkę i redaktorkę Wydawnictwa NieZwykłe, panią Barbarę Marszałek, która zechciała odpowiedzieć na moje pytania.
Niegrzeczne
Recenzje:
Czy marzyła Pani o własnym wydawnictwie od dawna, czy pomysł
pojawił się nagle i po prostu go Pani zrealizowała?
Barbara
Marszałek:
Chyba każdy pasjonat literatury marzy o miejscu, gdzie będzie mógł
wydawać takie książki, które chciałby sam przeczytać,
przynajmniej w większości. Mój brat Dariusz Marszałek, z którym
założyłam wydawnictwo, od dziesięciu lat prowadzi również inne
– historyczne – NapoleonV, dziś jedno z największych tego typu
w Polsce. Często rozmawialiśmy o tym, żeby coś razem stworzyć w
innych klimatach, bo oboje czytamy różne gatunki literackie i
kochamy książki. Traf chciał, że akurat w lipcu zeszłego roku
naszedrogi się spotkały, tzn. Darek miał już mniej obowiązków w
wydawnictwie, a ja właśnie skończyłam projekt, nad którym
pracowałam, więc mogłam podjąć nową pracę i wyzwanie. Darek
napisał do mnie: „To co, otwieramy wydawnictwo?”. W odpowiedzi
przesłałam mu listę książek, które czytałam kiedyś po
angielsku, a które zrobiły na mnie wrażenie. Brat pozałatwiał
sprawy formalne, skontaktował się z autorkami, które były
zachwycone naszym pomysłem i tym, że ktoś z zagranicy w końcu je
dostrzegł.
N.R.:
Dlaczego akurat głównie mocna, mroczna literatura, skierowana
przede wszystkim do kobiet? Czytała Pani książki tego rodzaju
wcześniej, zanim powstało wydawnictwo, czy to jedynie odpowiedź na
potrzeby rynku?
B.M.:
Uwielbiam
taką
literaturę.
My,
kobiety,
jesteśmy skomplikowane i czytamy
nie
tylko dosyć przewidywalne romanse. Czy taka jest potrzeba rynku? Nie
do końca, bo jednak mocne, mroczne książki nie są ogólnokrajowymi
bestsellerami, więc czytelniczki tego rodzaju powieści
są
w mniejszości. Staramy się również szukać ciekawych pozycji
w
innych gatunkach. Tak naprawdę ważne jest
dla nas,
aby
książka była dobra w swoim gatunku, a czy to
będzie romans,
czy thriller to już sprawa drugorzędna.
N.R.:
Nawiązując do poprzedniego pytania, zanim wydaliście Państwo
pierwsze książki, pamiętam, że robiliście research. Zdziwiły
Panią podawane przez czytelniczki tytuły, czy może znała Pani już
większość z nich?
B.M.:
Znałam te książki, oczywiście nie wszystkie i nie wszystkie
czytałam, ponieważ wybór jest ogromny. Niektóre tytuły, takie
jak na przykład Zabić
Sarai,
poleciły
nam czytelniczki, za co jesteśmy im ogromnie wdzięczni, bo to
genialna książka (i seria).
N.R.:
Zastanawia mnie Państwa logo. Ma dla Pani jakieś specjalne
znaczenie, czy to po prostu symbol wymyślony na potrzebę
wydawnictwa?
B.M.:
Dmuchawiec jest symbolem wolności, nieograniczonych możliwości,
przemijania i śmiertelności. Symbolizuje również szczęście,
siłę przetrwania, inteligencję i otwarty umysł. Uznawany jest też
za początek czegoś nowego. Stwierdziłam, że będzie najlepszy na
logo naszego wydawnictwa, a samo logo zrobiła już nasza cudowna
graficzka.
N.R.:
Co
uważa Pani za najtrudniejsze w swojej pracy? I czy łatwo w Polsce
założyć oraz prowadzić wydawnictwo? Kto należy do Waszego
zespołu?
B.M.:
Prowadzenie wydawnictwa nie jest lekkim chlebem, w dodatku jesteśmy
małą oficyną, nie mamy żadnych „pleców” i wszystko robimy
sami. Problemów jest mnóstwo. Od dystrybucji po sam proces
wydawniczy. Rynek jest zalewany nowymi tytułami i trzeba szukać w
nim własnej niszy, wydawać to, czego inne, większe wydawnictwa nie
chcą wydawać, bo ryzyko jest zbyt duże. Całe szczęście na tym
rynku liczy się też kreatywność – na tym polu małe wydawnictwa
mogą konkurować z tymi wielkimi. Tak naprawdę jeszcze kompletujemy
zespół, staramy się zwiększyć zasięgi naszych książek. Przed
nami jeszcze sporo nauki, ale wszystko idzie w dobrym kierunku. W
naszej drużynie jest jeszcze moja przyjaciółka, była redaktorka
„Sofy” Ania Wasińska, Paweł Grysztar (zajmujący się
literaturą sci-fi), redaktor techniczny Mateusz Bartel, graficzka
Paulina Klimek oraz kilku tłumaczy. Podczas wakacji odbywa u nas
staż Ania Kędra, studentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej
na Uniwersytecie Opolskim.
N.R.:
Teraz coś standardowego. Ulubiona książka i autor, a także
gatunek. I dlaczego? Co Panią ujęło w tej konkretnej pozycji?
B.M.:
Mario Puzo, Ojciec
chrzestny.
Bardzo lubię książki, w których mieszają się gatunki: romans,
thriller, kryminał. Teraz jedną z moich ukochanych książek jest
Zabić
Sarai
i cała seria „W towarzystwie zabójców”. Genialna fabuła i
wspaniali bohaterowie.
N.R.:
Z tego, co wiem, również pisała/pisze Pani opowiadania i wiersze.
Wydała Pani tomik poezji Milion
Kawałków.
Czy ma Pani w planach napisanie powieści? Czy zobaczymy w NieZwykłe
coś spod pióra (a raczej klawiatury) Barbary Marszałek?
B.M.:
Tego jeszcze nie wiem, tak naprawdę teraz nie mam czasu na pisanie,
zajmuję się książkami innych autorów.
N.R.:
Niezależnie od poprzedniej odpowiedzi, gdyby miała Pani napisać
książkę, co by to było? Mroczny romans, czy może erotyk albo
romans z dużą dawką sensacji? A może coś zupełnie innego niż
NieZwykłe książki?
B.M.:
Oczywiście, że marzy mi się własna książka. Proces twórczy to
zabawna sprawa. Siadasz, żeby napisać romans, a może z tego wyjść
thriller. Tak też się zdarza. Jeśli kiedyś uda mi się napisać
powieść, to podstawą dla mnie jest, żeby podobała się
czytelnikom, ponieważ to oni powinni być najważniejsi dla autora.
N.R.:
Łatwiej pisać czy poprawiać i redagować?
B.M.:
I pisanie, i redagowanie jest trudne. Wymagają skupienia i „czystej
głowy”. Pisząc opowiadania, muszę mieć również wenę.
Natomiast przy redagowaniu czy korekcie tekstów trzeba bardzo
uważać, aby styl był jak najbardziej zbliżony do stylu autorki, a
przy tym – aby dobrze się to czytało w naszym rodzimym języku.
N.R.:
Studiowała
Pani na Śląsku, w Katowicach (filologię polską). Wraca Pani
czasem do tego miasta? Ma Pani sentyment do tych studenckich lat?
B.M.:
Właśnie wybieram się do Katowic na festiwal Tauron i koniecznie
muszę odwiedzić moją kiedyś ulubioną knajpkę Bob Cafe.
Oczywiście, że mam sentyment do studenckich czasów. Uwielbiam
Śląsk i Ślązaków. Kiedy przyjechałam tam, by studiować,
poznałam koleżanki i kolegów, którzy są ze Śląska. Na początku
miałam czasami wrażenie, jakbym przyjechała do innego kraju, kiedy
na przykład koleżanka poprosiła, abym zrobiła jej klapsznitę
(już teraz wiem, że to kromka z dwóch złożonych kawałków
chleba z czymś pomiędzy). Albo kiedy kolega zadzwonił do mnie,
informując, że: „Za dziesięć minut będzie w centrum i czeka na
banę”, czyli tramwaj.
N.R.:
Doskonale rozumiem. Mój mąż, który pochodzi z Małopolski, kiedy
rozpoczął pracę w Katowicach miał podobne przygody. Wiadro
sztromu to podstawa nie tylko na budowie. Ja zaś, gdy
miałam kilka lat, myślałam, że cała Polska mówi na tramwaj
„bana”, ponieważ to określenie w moim otoczeniu było na
porządku dziennym.
Przejdźmy teraz do "cięższych" tematów.
Oświęcim,
miasto, gdzie znajduje się Muzeum Auschwitz-Birkenau i które jest
symbolem ogromnej ludzkiej tragedii, pojawia się w jednym z Pani
wierszy. Czy pochodzi Pani z tych rejonów? Jeśli tak, to czy
mieszkanie tak blisko byłego obozu zagłady wpływa na klimat Pani
utworów?
B.M.:
Pochodzę z małej wsi Zasole, to kilka kilometrów od Oświęcimia.
Ukończyłam liceum im. Stanisława Konarskiego w Oświęcimiu. Potem
studiowałam i mieszkałam w Katowicach, a następnie przeprowadziłam
się kolejno do Francji, Irlandii Północnej i czeskiej Pragi. Dla
mojego pokolenia, które pochodzi z rejonów Oświęcimia, muzeum
było tam od zawsze, a życie toczyło się obok całkowicie
normalnie. To piękne miasto, z typowym, małopolskim rynkiem. Klimat
moich utworów to wytwór wyobraźni oraz zbieranina doświadczeń
życiowych.
N.R.:
Wiersze zwykle bywają bardziej osobiste niż powieści. Przelewa
Pani na papier część siebie?
B.M.:
W wierszach przelewam tę refleksyjną część siebie, bardziej
zamyśloną. Napisać dobry wiersz to sztuka. Często wspominam słowa
Jana Twardowskiego: „Kiedy myślę i nic nie wymyślę, to sobie
myślę, po co ja tyle myślałem, żeby nic nie wymyślić. Przecież
mogłem nic nie myśleć i tyle samo bym wymyślił”.
N.R.:
Odniosłam wrażenie, że Pani utwory są raczej smutne i poruszają
tematy egzystencjalne, chociaż trafiłam także na Bajkę
o diabełku Fajtłapełku, która
jest zdecydowanie ciepła i zabawna. Co jest dla Pani największą
inspiracją przy pisaniu?
B.M.:
Nigdy nie zastanawiałam się nad tym, co mnie inspiruje. Żyję
sobie, obserwuje ludzi, otaczający mnie świat, a kiedy mam czas i
potrzebę napisania czegoś, to siadam i piszę.
Jeśli
chodzi o bajki dla dzieci, to moja przygoda z nimi jeszcze się nie
skończyła. Na potrzebę pewnego projektu (jego autorki znalazły
mnie przez pewien literacki portal, na którym kiedyś publikowałam
swoje teksty), napisałam trzy bajki dla dzieci w wieku 1-4 lat,
które zostały nagrane i będą znajdować się jako audio w ręcznie
szytych maskotkach przytulankach. Z tego, co wiem, będą dostępne
na rynku w lecie.
N.R.:
Mieszkała Pani we Francji (zazdroszczę) Irlandii (jeszcze bardziej
zazdroszczę) oraz Czechach. Które miejsce jest najbliższe Pani
sercu?
B.M.:
Praga. Mieszkałam tam przez osiem lat i to miasto skradło moje
serce.
N.R.:
Jako mama dwulatka nie mogę nie zadać tego pytania: Jak zmieniło
się Pani życie, kiedy została Pani mamą? Znajduje Pani czas, by
poza pracą poczytać coś „dla siebie”, czy może, kiedy pracuje
się z książkami, w wolnym czasie nie ma się ochoty już żadnej
„pochłonąć”?
B.M.:
Moje życie bardzo się zmieniło. Chyba po prostu w wieku
trzydziestu pięciu lat trochę wydoroślałam. Poza pracą
najchętniej oglądam filmy lub kabarety, chodzę na spacery i
spędzam czas na placu zabaw z synem. Chociaż ostatnio przeczytałam
Sekretne
życie pszczół
Sue Monk Kidd.
N.R.:
Ponieważ zbliżają się wakacje, proszę nam zdradzić, jakie
książki zabierze Pani ze sobą do walizki (o ile wakacje nie
oznaczają także odpoczynku od czytania).
B.M.:
Pojedziemy w góry, więc będzie to raczej plecak, i pewnie wezmę
ze sobą próbny wydruk jednej z naszych książek.
N.R:
Najbardziej szalona/NieZwykła rzecz, którą zrobiła Pani w życiu,
tylko – i tu pozwolę sobie zażartować proszę nie mówić, że
to założenie wydawnictwa.
B.M.:
Spędziłam ulewną noc w lesie, gdzieś za Wilnem, pod niewielką
folią. Śpiwór można było wykręcać. Czy to jest wystarczająco
szalone?
Albo
może to: Pojechałam za pracą do Belfastu z dwiema koleżankami.
Nie miałyśmy nic konkretnie załatwionego: ani pracy, ani
mieszkania, biletu powrotnego czy karty bankomatowej, a wspólnie
miałyśmy (jeśli dobrze pamiętam) niecałe trzysta funtów.
N.R.:
Świetne!
Szalone przygody przynoszą najlepsze wspomnienia.
W
wydawnictwie pracuje Pani z bratem. Czy to ułatwia pracę, czy wręcz
przeciwnie?
B.M.:
Ułatwia. Bardzo dobrze rozumiem się z bratem, to wspaniały
człowiek.
N.R.:
Czy mają Państwo w planach wydawać również polskich autorów?
Jeżeli tak, to będzie to ktoś już nam znany, czy raczej
debiutant?
B.M.:
Tak, otwieramy się na polskich autorów. Już jesienią pojawią się
u nas dwa polskie tytuły – autorek, które mają już za sobą
debiutanckie powieści i postanowiły związać z nami swoją
najbliższą przyszłość, co nas bardzo cieszy.
Zgłasza
się do nas bardzo dużo polskich autorów. Chcielibyśmy w
przyszłości poświęcić im więcej uwagi, ale musielibyśmy
powiększyć naszą drużynę. Mamy pewien pomysł na przyszły rok,
ale zobaczymy, co z tego wyjdzie.
N.R:
I
na koniec bardzo frapująca mnie kwestia: Kiedy
pojawi się Raw
Belle
Aurory?
B.M.:
O tak, Raw!
Umowa jest już podpisana, więc na pewno się ukaże. Najpierw
jednak wstrząśniemy trochę wakacyjnymi i jesiennymi premierami i
jeśli tylko ten wstrząs się spodoba czytelnikom, to zimą
otrzymają wisienkę na torcie.
Wszystko
jest w rękach czytelników.
N.R.:
Bardzo dziękuję za to, że znalazła Pani czas, aby odpowiedzieć
na moje pytania. Cieszę się, że zarówno ja, jak i nasi
czytelnicy, mogli dowiedzieć się czegoś ciekawego o samym
wydawnictwie oraz Pani.
https://www.facebook.com/wydawnictwoniezwykle/